Rozmowa z Wacławem Zimplem - nieustającym eksperymentatorem | Interview with Wacław Zimpel - unstoppable experimentator

Z Wacławem Zimplem ostatni raz widziałam się dwa lata temu, przy okazji jego koncertu w duecie z Kubą Ziołkiem. W trakcie koncertu jego projektu solowego podczas tegorocznej edycji Sceny Muzycznej festiwalu MFF Nowe Horyzonty miałam wrażenie, jakby minęła cała epoka, taka przemiana zaszła w tym, jak Wacław gra. Jego muzyka kojarzyła mi się zawsze z graniem akustycznym, organicznym, w którym odbija się jego fascynacja różnorodnością kultur muzycznych świata. Tymczasem to, co zaoferował podczas koncertu, to były kompozycje zdominowane przez muzykę elektroniczną, wciąż transowe i introwertyczne, ale operujące innymi narzędziami.

For English scroll down

Czy ta przemiana to wynik ewolucji czy zaszła jakaś rewolucja?

Dla mnie naturalne jest to, że to co robię podlega zmianom. W zależności od tego w jakim momencie ktoś mnie przyłapie na publicznym graniu, to inaczej to wygląda. Jedna rzecz prowadzi do drugiej. Nie wiem czy to jest rewolucja. Jeżeli zestawić to, co wczoraj robiłem na scenie z tym, co robiłem pięć lat temu, to może wyglądać jak moja indywidualna rewolucja jeżeli chodzi o stylistyki, w których się poruszam. Z drugiej strony to jest ciągły proces przemian i on jest niezauważalny w momencie, kiedy pracuję z dnia na dzień.

Skąd biorą się te zmiany? Czy wynikają z wpływów zewnętrznych, z tego, że bardzo dużo czasu spędzasz w podróży, poznajesz wielu różnych muzyków i masz szansę z nimi współpracować, czy z przemiany wewnętrznej, która nakierowuje Cię na poszukiwanie innych kierunków?

Jedno wynika z drugiego. Zainteresowanie muzyką elektroniczną spowodowało, że zacząłem spotykać innych ludzi. Rozmawiamy o innych rzeczach, dzielimy się doświadczeniem z innej przestrzeni muzycznej. Ostatnio grywam z Jamesem Holdenem w jego zespole James Holden & The Animal Spirits, jest to zupełnie inny rodzaj współpracy zespołowej, niż ta znana mi dotychczas. Posługuję się innym zestawem narzędzi elektronicznych niż te, do których jestem przyzwyczajony i to jest bardzo inspirujące i otwierające na nowe możliwości o co sam mogę rozszerzyć swój zestaw narzędzi.

Podróże... Wydaje mi się, że wszystko rozwija, obojętnie gdzie się jest. Każdy dzień jest inny, konfrontujemy się z innymi rzeczami, to wpływa na rozwój wewnętrzny, co powoduje, że to co jest na zewnątrz też się zmienia.

Skąd zainteresowanie muzyką elektroniczną, jakie ona daje Ci nowe możliwości?

To się wydarzyło trochę przez przypadek. Moja pierwsza solowa płyta Lines była nagrana na wiele ścieżek. Chcąc przenieść doświadczenie odsłuchu płyty na scenę, chcąc nadal grać solo, musiałem rozszerzyć zestaw narzędzi. Zacząłem skromnie, od loopera, co chwila odczuwałem, że czegoś mi brakuje. Kupowałem ciągle nowe zabawki elektroniczne, jakieś efekty gitarowe, syntezatory, organy i to się wszystko rozrosło...

Elektronika daje nieograniczone możliwości brzmieniowe, tylko wyobraźnia jest limitem. Elektronika może mnie zaskoczyć dużo bardziej niż instrumenty akustyczne w tej chwili. Często robię różne ruchy korzystając z tych instrumentów elektronicznych po prostu intuicyjnie i odnajduję, często przez przypadek, przestrzenie brzmieniowe, które mnie zaskakują. Klikając myszką na nie wiadomo co, słyszę coś, czego nigdy wcześniej nie słyszałem. To jest bardzo inspirujące, jest w tym duży element zaskoczenia, co bardzo lubię. Dlatego też zajmuję się muzyką improwizowaną. W momencie, kiedy natknę się na coś nowego brzmieniowo, zaczynam drążyć temat, aby zrozumieć, jak to stworzyłem, z czego to wynika i uczę się, na czym te elektroniczne instrumenty polegają.

W sumie niespecjalnie się to różni od tego, czym się zajmowałem do tej pory, poza tym, że używam innych narzędzi. Nadal interesuje mnie muzyka z różnych stron świata. Może teraz nie zgłębiam nowych kultur muzycznych tak głęboko jak to robiłem parę lat temu, natomiast wszystko to jest w moim języku. W szczególności w moim graniu na klarnecie, używam cały czas różnych tradycyjnych instrumentów jak np. khaenu z Laosu czy podwójnego fletu z Radżastanu (aldoza), na którym grałem wczoraj. To jest wciąż obecne, tylko ilość źródeł dźwięku się zwiększa.

Czego szukasz we współpracy z innymi muzykami, kiedy wchodzisz z nimi w kolaboracje? Czego chcesz się od nich uczyć? W Budapeszcie zagrasz z Balazsem Pandi, czego oczekujesz po tej współpracy?

Z Balazsem poznałem się w 2010 roku, graliśmy koncert z Mikołajem Trzaską, z Atilla Dorą i Rafałem Mazurem. Jest to bardzo ciekawy muzyk, improwizator, wywodzący się trochę innej tradycji muzycznej niż ja. Ciekawie będzie znowu się spotkać i zobaczyć, gdzie w tej chwili jesteśmy, co możemy razem w tej chwili zagrać.

Nie mam z góry ustalonego planu, co chcę wyciągnąć z danego spotkania z artystą. To się dzieje na bieżąco. To się odbywa intuicyjnie. Nigdy niczego nie zakładam, staram się być możliwie otwarty na to, co w danej sytuacji może powstać. Zawsze jest potrzebny trigger, żeby zacząć razem pracować. Każdy proponuje to, co zna i to jest naturalne, od tego łatwo się odbić, żeby otworzyć na coś, czego się nigdy nie robiło. To mnie najbardziej interesuje, żeby z takiej współpracy wynikało coś, czego jeszcze nie robiłem. W momencie kiedy jest określony czas na stworzenie wspólnego projektu, ten deadline działa inspirująco. Najgorsze w moim odczuciu jest posiadanie nieograniczonej ilości czasu na stworzenie czegoś.

W tym roku wyszła druga płyta z Saagarą, jesienią tamtego roku duet z Kubą Ziołkiem, masz za sobą wydaną płytę z triem LAM i pierwsze solowe wydawnictwo, które wyszło dwa i pół roku temu. Nad czym pracujesz teraz, kiedy kolejne wydawnictwo?

Następną płytę solową planuję na wiosnę przyszłego roku. Już pracuję nad tą płytą, głównie koncepcyjnie, za wcześnie jest, aby mówić coś więcej.

Pracuję też nad trzecią płytą Saagary, jesienią będziemy mieli dużą trasę po Europie i po Polsce. Jestem w trakcie procesu pracy nad tą płytą i nie do końca jeszcze wiem, w którym, czy trzy czwarte, czy jedna czwarta, trudno powiedzieć, bo jestem w tym głęboko zakopany.

Zupełnie inaczej podszedłem tym razem do pracy nad materiałem. Poprzednie płyty nagrywaliśmy wszyscy razem, w Bangalore. Jechałem na miesiąc do Bangalore, pracowaliśmy nad materiałem i wchodziliśmy do studio, potem był ten etap produkcji już po zrealizowaniu nagrać. W tej chwili stworzyłem takie punkty wyjścia, sekwencje, arpeggia do których chłopaki w Indiach dogrywali bębny, a później ja te bębny zacząłem składać w różne formy. Mam taką koncepcję, aby stworzyć pewnego rodzaju techno z hinduskimi bitami. To techno ma mieć w sobie trans charakterystyczny dla tej muzyki, ale operowało innym brzmieniem w warstwie rytmicznej.

Myśląc o tym materiale chciałem, aby był taneczny, ale ewoluuje on w taką stronę, którą trudno jest przewidzieć. Dużo się uczę produkując ten materiał i nie wiem, gdzie skończę...

Jesteś indywidualistą w tym, co robisz i w jaki sposób pracujesz. Niezależnie od tego czy pracujesz z artystami np. z Indii Południowych czy z polskimi improwizatorami, jest w tym Twój indywidualny charakter. Czy czujesz się częścią jakiegoś środowiska muzycznego, czy raczej jesteś wolnym ptakiem, który czerpie zarówno z różnych kultur muzycznych?

Jeżeli chodzi o relacje z ludźmi, z którymi gram, to to są relacje bardzo bliskie. Muzycy z Saagary to są moi bardzo bliscy przyjaciele i to porozumienie jest na wielu płaszczyznach. LAM to też są ludzie, z którymi mocno się przyjaźnię. Nie do końca czuję się częścią jakiegoś środowiska, raczej zawsze jestem gdzieś z boku. Nie wiem, z czego to wynika.

Studiowałem z Poznaniu i przez jakieś czas w Niemczech. Tam całymi dniami siedziałem w pokoju i ćwiczyłem, więc nie miałem do końca do czynienia ze środowiskiem. W Poznaniu to środowisko było bardzo małe, jeżeli chodzi o muzykę improwizowaną, awangardową. To była garstka osób, które myślały w podobny sposób. Było trochę jazzmanów, którzy grali w taki tradycyjny, mainstreamowy sposób, natomiast improwizatorów awangardowych prawie nie było. Środowisko, które bardzo dużo mi dało to było środowisko chicagowskich muzyków, z którymi swego czasu bardzo dużo grałem. Ken Vandermark i z całą ekipa wokół Kena. Grałem w jego zespole Resonanse – dziesięcio – jedenastoosobowym składzie i z całą tą ekipą miksowaliśmy się w różnych składach. Zetknięcie z bardzo silnym środowiskiem chicagowskim bardzo dużo mi dało natomiast też nie mogę powiedzieć że byłem jego częścią. Po studiach zaraz przeprowadziłem się do Warszawy. Przyjeżdżając z innego miasta nie jesteś wśród ludzi, którzy chodzili razem do liceum i studiowali razem... Czuję teraz, że jestem trochę z boku i dobrze mi z tym.

Wspomniałeś, że Hubert Zemler i Krzysztof Dys z tria Lam to nie tylko muzycy, ale łączy Cię z nimi przyjaźń. Czy są tacy ludzie, w Polsce czy za granicą, z którymi, gdy spotykasz się na scenie, to czujesz, że się rozumiecie i nadajecie na tych samych falach?

Na pewno chłopaki z Saagary. Od wielu lat gram z Kalusem Kugelem. Zagraliśmy bardzo dużo koncertów razem. To jest taki kontakt, że rozumiemy siebie nawzajem. Współpraca z Hamidem Drakem była niesamowita. Było jej mało, ale była to niezwykła relacja. Krótka, ale bardzo intensywna. Spotkaliśmy się na jazzowym festiwalu z Lublinie, pograliśmy na jam session i co nam kliknęło. Zaraz potem nagraliśmy drugą płytę z HERĄ, którą swoją drogą najbardziej lubię i trzecia płyta była już z Hamidem. Ten koncert pamiętam jako magiczne wydarzenie.

Mokhtar Gania też jest taką osobą, z którą łączy mnie ponadkulturowe i pozajęzykowe porozumienie. Jeżeli mowa o tych długotrwałych relacjach muzycznych, to zawsze idzie w parze z tym, że się rozumiem z tymi ludźmi. Faktycznie, są to bardzo rozstrzelone relacje... W tym najbliższym otoczeniu jedyny projekt, który mam to trio LAM i duet z Kubą Ziołkiem.

Dziękuję!

Last time I met Waclaw Zimpel was two years ago on the occasion of his concert with Kuba Ziołek. During his solo project at this year’s MFF Nowe Horyzonty “Music Scene” I had a feeling that a whole epoch has passed – it was because of the transformation of the way that Wacław is playing. His music, for me, was always about the acoustic, organic playing, in which you can see a reflection of his fascination by the world’s music cultural diversity. Meanwhile, what he offered during the concert were compositions dominated by the electronic music, still trance-like and introvert, but using other tools.  Is this transformation a result of an evolution or rather a revolution has taken place?

For me it is natural that what I do undergoes some natural changes. Depending on which moment someone will catch me playing in public, it will look differently. One thing leads to the other. I do not know if it is a revolution. If you will compare what I did on the stage yesterday with what I used to do five years ago, it may look as an individual revolution when it comes to styles which I am taking up. On the other hand, it is a whole process of changes that is unnoticeable when I work day-to-day.

Where do these changes come from? Are they resulting from the exterior influences, the fact that you spend a lot of time travelling, you are meeting many different musicians and you get a chance to collaborate with them, or is it rather an internal change that directs you to search for new directions?

One thing leads to another. My interest in the electronic music caused that I started meeting different people. We talk about different things, we share experience from a different musical space. Lately I’m playing with James Holden in his band James Holden & The Animal Spirits, it is a totally different kind of band collaboration than what I knew till this time. I am making use of other set of electronic tools that the ones I am used to – it is very inspiring and opening for other possibilities to expand my own set of tools.

Travels… I guess everything makes you grow, no matter where you are. Every day is different, we confront ourselves with different things, it influences our internal growth, which means that what is outside also changes.

Where does your interest in the electronic music come from and what kind of possibilities does it give you?

It happened a bit by chance. My first solo album Lines was recorded on many tracks. Wanting to bring the experience of album listening onto the stage, but still wanting to play solo, I had to expand my set of tools. I started in a modest manner; by a looper, but every other instant I felt I was missing something. I have kept buying new electronic toys, some guitar effects, synthesizers, organs and it all expanded…

Electronic music gives unlimited sound possibilities, only the imagination is a limit. Electronic music can surprise me much more than the acoustic instruments can at the moment. I often make different moves using these instruments intuitively and I am discovering, often by chance, musical spaces that surprise me. Clicking the mouse on something I don’t know can make me hear something I’ve never heard before. It is very inspiring, there is a big dose of surprise in it, I like it a lot. That is why I am dealing with improvised music. When I stumble upon something new in terms of sound, I am beginning to dig into the topic, to understand how I have created it, what does it result from and then I learn about the electronic instruments.

Somehow it doesn’t vary that much from what I used to do till now, apart from the fact that I am using other tools. I am still interested in music from different parts of the world. Maybe today I am not researching new musical cultures as much as I did some years ago, however all that is in my language. Especially with my clarinet playing, I am still using many traditional instruments such as khaen from Laos or the double flute from Rajastan, on which I was playing yesterday. It is still present, just the amount of sound sources is changing.

What are you looking for in a collaboration with other musicians when you start to collaborate with them? What do you want to learn from them? In Budapest you will play with Balazs Pandi, what do you expect from that collaboration?

I met Balazs in 2010, I was playing a concert with Balazs, Mikołaj Trzaska, Atilla Dora and Rafał Mazur. He is a very interesting musician, improviser, from a slightly different musical tradition that I come from. It will be interesting to meet again and see, where are we at this particular moment and what can we play together.

I do not have a prior plan on what I want to get from a given meeting with an artist. It happens “on the go”. It happens intuitively. I never presume anything, I try to be open to anything that can be created at a particular moment. There is always a need of this trigger to start working together. Each person proposes things he or she already knows and it is natural, it is easy to bounce from it to open up to something we did not do before. That is precisely what interests me the most, to get something I did not do before from a collaboration. When there is a set time to create a joint project, the deadline works as an inspiration. The worst, I feel like, is having an unlimited amount of time to create something.

This year the second disc with Saagara came out, autumn last year a duo with Kuba Ziołek, you also have created a disc with LAM trio and a first solo publishing that came out two and a half years ago. What are you working on now, when is the new publishing coming out?

I am planning my next solo album for the spring next year. I am already working on this album, mainly conceptually, it is too early to say something more.

I am also working on the third Saagara album, in autumn we will have a big tour in Europe and Poland. I am in the work process on this album and I do not really know where, is it three fourth or one fourth, it is hard to say, because I am deeply consumed by it.

This time my approach was completely different. Past albums were recorded altogether, in Bangalore. I was going for a month to Bangalore, we were working on this material and we were entering the studio, then there was the production stage after the recordings. Now I have created such starting points, sequences, arpeggios to which guys in India were recording drums and then I started organizing the drums in different forms. I have this idea of creating a kind of techno with Indian beats. This techno should have in itself this trance characteristic for this kind of music, but it should operate by a different sound in the rhythmic layer.

Thinking of this material I wanted it to be dance-like, but it’s evolving in a direction difficult to predict. I am learning a lot while producing this material and I don’t know where I will end up…

You are an individualist in what you are doing and the way you are working. Whether you are working with artists from South India or Polish improvisers, there is always your individual character. Do you consider yourself being a part of any musical circle or rather you are a free bird, who draws from different musical cultures?

If it comes to my relationships with people that I play with, these are very close relationships. Musicians from Saagara are my very close friends and the understanding acts on many levels. LAM are also people with whom I am very close friends. I do not particularly feel as being a part of some circle, I am rather always somewhere on a side. I don’t know what it results from.

I was studying in Poznan and for a while in Germany. I used to spend entire days in my room practicing, so I was not really interacting with any musical milieu. In Poznan the milieu was very small if we speak about improvised and avant-garde music. It was a handful of people who were thinking in a similar way. There were some jazzmen paying in a traditional, mainstream way, while there were almost no avant-garde improvisers. The musical circle that gave me a lot was the circle of Chicago musicians, with which I played a lot back then. Kan Vandermark and everyone around Ken. I played in his Resonanse band – ten, eleven people and we mixed in different compilations. The encounter with the strong Chicago circle gave me a lot, however I cannot say I was a part of it. Right after finishing my studies I moved to Warsaw. Moving to another city means you are not around people that went to high school together or studied together… I feel like being a bit aside and I’m good this way.

You have mentioned that Hubert Zemler and Krzysztof Dys from the LAM trio are not only musicians, but there is friendship that brings you all together. Are there people, in Poland or abroad, with whom, when you meet on the stage, you feel that you understand each other and communicate on the same wavelengths?

Guys from Saagara, for sure. I’ve been playing with Kalus Kugel for many years now. We’ve played a lot of concerts together. This is the kind of connection that we understand each other. The collaboration with Hamid Drake was incredible. There was not much of it, but the relationship was extraordinary. Short, but very intense. We met during the Lublin Jazz Festival, we played the jam session and we just clicked. We later recorded a second album with HERA, who, by the way, I like the most, and the third album was with Hamid. I recall this concert as a magical event.

Mokhtar Gania is also a person, with whom I am connected by an extra-cultural and extra-linguistic understanding. If we speak about the long-term musical relationships, they always go together with our mutual understanding. As a matter of fact, yes, these relationships are very outspread… In the very near surroundings the only project I have is the LAM trio and the duo with Kuba Ziołek.

Author: Urszula Andruszko

Translated by: Julia Sztucka

Wpis w kategorii: Aktualności